poniedziałek, 1 maja 2017

9. Porządki

Wiesz, z czym kobieta ma zazwyczaj największy problem?
Całe życie prawie każdej kobiety kręci się wokół mężczyzn. Zaczyna się niewinnie, od przedszkola lub szkoły podstawowej i ciągnie dalej przez kolejne etapy życia, bardziej lub mniej emocjonująco. Najpierw oczywiście jesteś za młoda na związek, nie wiesz, co to miłość. Potem „przejdzie ci, masz jeszcze dużo czasu”, by nagle, niespodziewanie zamienić się w pytania spadające na ciebie niczym bomba atomowa: „Kiedy przedstawisz nam swojego chłopaka?” i „Czy zamierzacie już zawsze żyć na kocią łapę?” oraz „Czy ty w końcu wyjdziesz za mąż, co? Bo chyba nie ma już dla ciebie nadziei?”.
Nawet jeśli nie masz problemu z nieudanymi związkami i jesteś szczęśliwa ze swoim wybrankiem, ktoś zawsze znajdzie problem. A to nie masz ślubu, a to nie masz dzieci, a to mąż za mało zarabia… Takie życie.
No właśnie. Nie jest to jednak największy problem prawie każdej kobiety. O, nie. Największym problemem jest to, że chciałoby się zjeść całą tabliczkę czekolady i zmieścić w o rozmiar mniejsze dżinsy podkreślające sylwetkę, bez fałdek tłuszczu wylewających się zza paska.
I mimo że ten problem jest naprawdę poważny, tak na serio, to nie zajmuje mi tyle czasu, ile rozprawianie nad związkami damsko-męskimi. Co za ironia, prawda?
Była piąta dwadzieścia trzy, kiedy ostatecznie postanowiłam, że dłużej już nie mogę zmuszać się do bezczynnego leżenia w łóżku. Nie mogłam zasnąć, a gdy już zasnęłam, budziłam się co chwilę. Wstałam, założyłam coś na siebie i upewniwszy się, że źródło mojej bezsenności nadal pozostaje w tym samym miejscu, przekręciłam klucz w zamku.
—Wchodź — warknęłam do Petera, otwierając drzwi na oścież.
Na początku nie reagował, więc dodałam kilka niewinnych kopnięć stopą w kapciu. Zajęło mu chwilkę, zanim obudził się na tyle, by zdać sobie sprawę, gdzie się znajduje. Zastanawiało mnie, w jakim musiał być stanie, żeby przespać te kilka godzin na wycieraczce pod drzwiami i nie zauważyć, co w tym jest nie tak. Kiedy się jednak odezwał, od razu przestałam się dziwić.
— O cholera… Jo… Czy ja tutaj spałem? — Jego głos przypominał coś na wzór skrzypiącej szafy. Zupełnie jakby oprócz zbyt dużej ilości alkoholu, spożył kilogram żyletek i gwoździ, które teraz tkwiły w jego gardle.
— Tak, właź do środka.
W ogóle mu nie współczułam. Sam sobie na to zasłużył, poza tym był padalcem. Machnięciem ręki wskazałam wnętrze mojego mieszkania. Ledwo wstał, kiedy jednak podniósł się na nogi i wszedł do środka, spojrzał mi w oczy.
— Przepraszam cię… ja… — zaczął, jednak nie mogłam tego słuchać.
— Co ty sobie myślałeś, Peter?! — wybuchłam od razu, kiedy zamknęłam za sobą drzwi. Wolałam, żeby moi sąsiedzi nie słyszeli przez przypadek moich wrzasków z samego rana, ale nie mogłam powstrzymać złości.
Nic nie odpowiedział. Patrzył tylko na mnie tymi swoimi przepraszającymi oczami.
Wyglądał okropnie, a zarazem świetnie, chociaż to było znaczne niedopowiedzenie. Twarz miał opuchniętą, oczy zaspane i zarost, który domagał się pielęgnacji, chociaż, cholera, musiałam przyznać, że dodawało mu to uroku. Dlaczego nawet facet, który był skacowany i niewyspany wyglądał lepiej niż ja w swojej najlepszej wersji? Ugh.
Jo, opanuj się.
Odgoniłam od siebie myśli galopujące w rejony, w które nie powinny się zapędzać i skupiłam się na dalszej niechęci żywionej do tego faceta. W końcu miałam się z nim rozprawić raz na zawsze, a zachwyty nad jego zarostem wcale w tym nie pomagały.
A może to po prostu wina twojego skrzywionego umysłu, co?
Peter przetarł dłonią twarz i opierając się o stół w kuchni, usiadł na krześle z głośnym stęknięciem. Miałam nadzieję, że boli go każdy mięsień ciała.
— Kac? — zapytałam tonem pełnym jadu. Och, wierz mi, nie żałowałam sobie.
— Słuchaj, Jo, strasznie cię przepraszam. To nie tak miało być.
— To ciekawe — prychnęłam zirytowana. Skrzyżowałam ręce i spojrzałam na niego ponaglająco. Patrzył jednak na swoje dłonie, jakby chciał z nich wyczytać jakąś odpowiedź. Typowy Peter. — Co w zasadzie zamierzałeś osiągnąć, przychodząc do mnie w takim stanie? I w ogóle jak śmiałeś, Peter?! Powiedziałam ci przecież, że nie chcę cię więcej widzieć!
Znów nie mogłam się powtrzymać przed podniesieniem głosu, chociaż lepiej by było, gdybym opanowała emocje. Nie należałam jednak do spokojnych osób, dobra? Działałam impulsywnie, owszem, ale cała ta sytuacja była tak irracjonalna, że inaczej się nie dało.
— Nie zamierzałem ci się narzucać, Jo — mruknął, nawet na mnie nie patrząc. Gdyby nie to, że byłam właśnie na niego tak wściekła, pewnie dałabym się przekonać tym skruszonym głosem. — Naprawdę mi przykro, że tak wyszło. Chciałem dać ci czas, żebyś to wszystko przemyślała i może… Po prostu poniosło mnie, bo nie mogłem znieść myśli, że myślisz o mnie najgorzej.
Uniosłam brew w niedowierzaniu. Przez chwilę miałam ochotę się roześmiać, ale tego nie zrobiłam. Zaczynałam dochodzić do wniosku, że to wcale nie ze mną było coś nie tak, tylko najwyraźniej to z nim był największy problem. Po prostu trafiłam na natręta, który nie rozumie słowa „nie”!
Stwierdziłam, że muszę zmienić podejście. Chociaż nie bardzo mi się to podobało, usiadłam naprzeciwko niego przy stole w kuchni. Nadal jednak siedział pochylony.
— Daj mi spokój, Peter. Nic między nami już nie ma. — Powiedziałam to spokojnym głosem i chyba to dotarło do niego bardziej niż moje wcześniejsze krzyki.
Podniósł wzrok i spojrzał na mnie jakoś dziwnie. Nie podobało mi się to.
— Jo, błagam…
No proszę, błagający mnie facet. Nie powiem, żeby nie połechtało to mojego ego. Owszem, jakkolwiek brzydko to nie brzmiało, czułam się wtedy nad nim górą. Co jednak było ważniejsze, Peter się po prostu kompromitował.
— Peter, nie rozumiesz? To, czy mnie zdradziłeś, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Sama ta sytuacja nas od siebie oddaliła i nie ma już powrotu.
Nie ma, nie było i nie będzie. Nie rozumiałam, dlaczego on nie jest w stanie zaakceptować naszego rozstania. Nie było w końcu między nami jakiejś szalonej, porywającej relacji. Rany, spotykaliśmy się jedynie niecały miesiąc i owszem, wszystko się układało, ale bez przesady. Dlaczego tak bardzo się mnie uczepił i chciał do mnie wrócić? To wszystko nie miało sensu. Tak bardzo chciałam, żeby dał mi już spokój. Żebym mogła powrócić do swojego normalnego życia przed jego poznaniem.
I żebyś mogła zadzwonić w końcu do Walta!
Chociaż z drugiej strony, nie, nie chciałam wrócić do mojego poprzedniego życia. To oznaczałoby, że dalej musiałabym tkwić w przekonaniu, że gdzieś tam nadal czeka na mnie kariera modelki, a w gruncie rzeczy porażka relacji z Peterem uświadomiła mi po części, jak bardzo nadal się oszukiwałam. Może Peter też tkwił w jakimś kłamstwie, które uroił sobie w głowie i był przekonany, że tylko ja jestem mu przeznaczona?
W każdym razie mniej więcej wtedy, kiedy siedziałam w części kuchennej mojego mieszkania i patrzyłam z góry na skacowanego, zgarbionego Petera, uświadomiłam sobie, że powinnam przyjąć propozycję pracy od Hellen i jak najszybciej zadzwonić do Walta. Koniecznie w tej kolejności.
— Jest ktoś inny, tak?
Po minucie lub dwóch ciszy między nami Peter odezwał się, spoglądając na mnie podejrzliwie. Cholera, czy mógł coś wyczytać z mojej twarzy?
Westchnęłam ciężko i pokręciłam głową.
— To nie jest twoja sprawa, a nawet jeśli by ktoś był i tak bym ci nie powiedziała — odparłam tylko, starając się brzmieć na tyle przekonująco, na ile się dało. W końcu to nie była jego sprawa i guzik go powinno obchodzić. — Poza tym idź już. Nie zmieniłam zdania i nie zamierzam. Wpuściłam cię tylko po to, żeby zakończyć to raz na zawsze. Jak dorośli ludzie.
Pokiwał głową, jednak nie wyglądał jak ktoś, do kogo dotarło to, co przed chwilą powiedziałam. O zgrozo, wyglądał właśnie, jakby nadal nie chciał sobie odpuścić. Wywróciłam jednak tylko oczami i chcąc go pospieszyć, wskazałam mu drzwi ręką.
Wstał niechętnie, czego się spodziewałam, wyszedł jednak bez oporów. Zanim zamknęłam drzwi, zdążył się jeszcze odwrócić i spojrzeć na mnie.
— Kiedyś zrozumiesz, co naprawdę do mnie czujesz i ja tu nadal będę, Jo.
Uniosłam brwi w zdziwieniu. Czy ja się przesłyszałam? Czy on mnie w ogóle słuchał?
— Tak, dzięki, Peter — mruknęłam tylko, parskając śmiechem. Tym razem nie mogłam się powstrzymać, ponieważ to wszystko wydało mi się nagle niezwykle komiczne. Zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem i śmiejąc się, wróciłam do kuchni, żeby coś zjeść.
Było zdecydowanie za wcześnie, żeby wyjść teraz z mieszkania i pobiegać, bo mogłabym się jeszcze natknąć na Petera oczekującego na przykład na taksówkę, a tego bym nie chciała. Zdecydowałam, że do Hellen napiszę SMS-a, w końcu z nią i jej pracoholizmem nigdy nic nie wiadomo.
„Przemyślałam twoją propozycję i zgadzam się. Spotkamy się w trakcie lunchu?”
Nie musiałam czekać długo na odpowiedź. Tak jak się spodziewałam, Hellen już była na nogach.
„Świetnie! Omówimy wszystkie szczegóły dziś po południu. Wpadnij do wydawnictwa!”
Tak więc załatwione. Krótki SMS wystarczył, żeby pożegnać się z bezczynnością i zacząć pracę na pełen etat. Matka będzie wniebowzięta, kiedy usłyszy, że od teraz będę kolejnym statystycznym podatnikiem, a jej studenci już nie będą przeglądać roznegliżowanych zdjęć jej jedynej córki w magazynach. Oczywiście, jeśli nikt więcej nie wykupi zdjęć zrobionych do tej pory. Co może się zdarzyć. Więc matka nie będzie do końca wniebowzięta.
Ale jakoś to przeżyję.
Pozostało mi teraz jedynie zadzwonić do Walta.
Czekając na gotującą się wodę na herbatę, podeszłam do stolika, na którym zostawiłam torebkę. Miałam w niej jego wizytówkę. Wydawała się zwyczajna jak na wizytówkę kogoś tak wpływowego, jakim przedstawiał go artykuł w magazynie. Czułam się jednak tak podekscytowana, że nie miało to żadnego znaczenia. Poradziłam sobie z Peterem, co mogłam odhaczyć na liście rzeczy do zrobienia i miałam wrażenie, że trochę mi lżej. Domyślanie się, co by było „gdyby”, nie miało po prostu sensu. Skoro miałam szansę poznać Walta, musiałam ją po prostu wykorzystać. Może zabrzmi to kiczowato, ale było w nim coś tajemniczego, czego nie mogłam rozgryźć. A czułam, że chcę.
Westchnęłam głośno i stwierdziłam, że raz kozie śmierć. Złapałam za komórkę, wstukałam numer i wstrzymując na chwilę oddech, połączyłam się.
Jo, coś ty zrobiła?!
No właśnie. Byłam tak bardzo podekscytowana tym, że tak dobrze mi idzie z radzeniem sobie z moim skomplikowanym życiem, że zapomniałam o czymś zupełnie oczywistym. Uświadomiłam sobie, która jest godzina, dopiero kiedy usłyszałam, jak Walt odbiera telefon.
— Halo?
Cholera, gdzie ta patelnia, którą mogłabym zdzielić się po głowie?
— Cześć — odezwałam się po trochę zbyt długiej ciszy. Odebrał, to dobry znak, plus nie brzmiał, jakby dopiero co wstał, więc może był porannym ptaszkiem?
Już miałam się przedstawić, kiedy Walt zrobił to za mnie.
— Jo?
Nie powiem, żeby mnie nie zamurowało. Czyżbym miała aż tak charakterystyczny głos, który zapadł mu tak mocno w pamięć? A może Walter był jednak przerażającym stalkerem i wiedział o mnie więcej, niż powinien, ponieważ mnie śledził i…
Nie dramatyzuj!
Racja, moja wyobraźnia jak zwykle mknęła galopem w nieodpowiednie rejony. Zamiast dalej się nakręcać i niepotrzebnie panikować, zapytałam:
— Skąd wiedziałeś?
Usłyszałam cichy śmiech po drugiej stronie.
— Nie mógłbym zapomnieć twojego głosu — powiedział tym swoim niskim, głębokim głosem, który przyprawiał mnie o gęsią skórkę. Czy ja się przesłyszałam?
— Och — wymknęło mi się. Naprawdę nie wiedziałam, co powinnam była na to powiedzieć. Może moja wyobraźnia wcale aż tak bardzo się nie pomyliła i Walt mimo wszystko był nieco zbyt przerażający?
— Jo, żartuję — odezwał się nagle.
A jednak. Odetchnęłam z ulgą. Czekaj, moment. Skoro żartował, to oznaczało, że mógłby zapomnieć mój głos? Czy może nadinterpretowałam to wszystko?
— Po prostu zgadłem. To mój prywatny numer. Biorąc pod uwagę to, że nie udostępniam go zbyt pochopnie oraz byłaś w ostatnim czasie jedyną osobą, która go otrzymała… Prawdopodobieństwo było wysokie. — Zupełnie jakby wiedział, o czym właśnie myślałam. — Cieszę się bardzo, że zadzwoniłaś — kontynuował.
— Też się cieszę — odparłam.
Przez chwilę między nami panowała niezręczna cisza, podczas której zaczęłam lekko panikować. Nie wiem, dlaczego nie potrafiłam wydusić z siebie nagle żadnego konkretnego zdania. Fakt, że Walt miał najwyraźniej bardzo dobry humor, a ja nie potrafiłam go rozgryźć, w ogóle mi nie pomagał.
— Jo? Jesteś tam?
— Tak.
— Domyślam się, że…
— Chciałabym się z tobą spotkać — przerwałam mu. Nie było sensu kontynuować podchodów, więc powiedziałam, nie owijając w bawełnę, to, co miałam zamiar powiedzieć.
Szkoda, że w relacji z rodziną nie potrafiłam być taka bezpośrednia.
— Umówmy się na kolację, dobrze? — Miałam wrażenie, że usłyszałam w jego głosie wahanie, ale nie miało to teraz żadnego znaczenia.
— W porządku.
W porządku? Czy mogłabyś być bardziej oficjalna?
— W piątek wieczorem?
Miałam ochotę znów walnąć się patelnią w głowę. Zamiast tego potwierdziłam tylko, że piątek mi pasuje, po czym Walt powiedział, że wyśle mi adres restauracji w wiadomości. Myślałam, że powie coś jeszcze, rzucił jednak tylko krótkie „do zobaczenia” i rozłączył się.
Nie wiem, czego więcej w zasadzie oczekiwałam. Ta rozmowa jednak była taka krótka i… nie wiem, dziwna? Z drugiej strony w końcu się umówiliśmy, prawda? Może był po prostu zajęty pracą? Nieważne. Nie powinnam była tyle o tym myśleć.
A więc było postanowione. Umówiłam się z Waltem, przyjęłam propozycję pracy od Hellen, więc czekał mnie nowy rozdział w życiu, zamknęłam sprawę z Peterem… W końcu uporządkowałam nieco ten bałagan, który ciągnął się za mną od prawie dwóch tygodni.

Usiadłam w kuchni nad przygotowanym śniadaniem i westchnęłam ciężko. Powinnam się czuć lekko, rześko i być pełna energii, prawda? No właśnie, powinnam. Dlaczego więc w ogóle się tak nie czułam?



7 komentarzy:

  1. No Peter jest irytujący... I ten tekst: Kiedyś zrozumiesz, co naprawdę do mnie czujesz. Serio? Taki jest pewny siebie? Ale z drugiej strony, tacy bohaterowie się przyjadą. Trzeba kogoś nie lubić :D

    Cieszę się, że Jo zadzwoniła do Walta i się spotkają. Bardzo mnie ten człowiek ciekawi, a jak na razie niewiele o nim wiemy :D Także mam nadzieję, że niedługo trochę go poznamy :)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Peter to chyba jak do tej pory mój najbardziej irytujący bohater. :D good, good.

      Usuń
    2. Btw. właśnie a propos Walta będzie osobny, trochę bonusowy rozdział. Żeby właśnie trochę lepiej poznać jego charakter.

      Usuń
  2. No ciekawe, ciekawe co wyniknie z tego spotkania z naszym drogim Waltem 😎 Miejmy nadzieję, że główna bohaterka nie pożałuje, bo jak na razie kwestionuje chyba wszystkie swoje wybory 🙂
    Pozdrawiam i czekam na następny, Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam pojęcia czy była taka informacja wcześniej i po prostu jej nie zarejestrowałam, czy też po prostu jej nie było, ale Peter zaczyna mnie przerażać. I wcale nie żartuję. Skoro spotykał się z Jo niecały miesiąc i ona sama mówi, że to nie była jakaś porywająca relacja, to coś z nim chyba jest nie tak... Każdy normalny facet raczej by odpuścił, skoro kobieta mówi mu tak wyraźnie „nie”. Mam jakieś złe przeczucia co do niego. Oby tylko za bardzo mu nie odbiło.
    Z Jo jestem niezmiernie dumna. :) Jakby nie patrzeć, rozmówiła się z Peterem, przyjęła pracę u Hellen (kto wie, może faktycznie zacznie pisać?), no i zadzwoniła do Walta, więc już w ogóle się cieszę, że on się pojawi.
    Przedstawiasz go w taki sposób, że z chęcią sama bym go poznała. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałabym, że Peter jest groźny. Chłopak się zagalopował w swoich wyobrażeniach i dopowiedział za dużo, ale generalnie nie planuję tutaj z niego robić jakiegoś psychopatycznego stalkera. Nie żebym usprawiedliwiała takie nachalne zachowanie, wręcz przeciwnie. To po prostu taki uparty typ, ale ten upór też nie bierze się znikąd. Ale to w dalszych rozdziałach się wyklaruje.

      :D

      Usuń

obserwują